lipca 24
poniedziałkowy piątek trzynastego
Lajf, Wszystkie wpisy CommentsZaczęło się niewinnie – najpierw Olga o czwartej nad ranem przeciągnęła się i stwierdziła, że to już rano i kategorycznie chce usłyszeć hit Pana Terrorka “Muuuczą krowy muczą”. Według nas nie był to najszczęśliwszy pomysł, więc przeprowadziłem się z poduszką do pokoju dzieci, przytuliłem w łóżku beczącą Olgę i nie wiedzieć kiedy urwał mi się film – o tej porze to u mnie w zasadzie norma, ale małej niestety nic się nie urwało i najpierw próbowała mnie dobudzić “tato, nie psij” a potem dała za wygraną i poszła do Dorotki, która jeszcze przez godzinę próbowała ją przekonać do spania – najpierw po dobroci, a potem udzieliła buntowniczce słownej reprymendy i nagany z wpisem do akt, po czym Olga poszła wreszcie spać do łóżka chlipiąc do siebie “mama nie dobra“. Po ciężkiej nocy przyszedł kiepski dzień – po moim wyjściu do pracy okazało się, że pękł jakiś wężyk od zimnej wody w naszym pionie wskutek czego zalewamy sąsiadów. I faktycznie, powyłaziły im plamy na sufitach w łazience, od trzeciego piętra aż do parteru, więc po pracy musiałem przejść się po piętrach, poświecić oczami, złożyć wyrazy najgłębszego współczucia i zaoferować pomoc w doborze farby do sufitu.
Nie licząc wszystkich dowcipów jakie przygotował dla nas poniedziałek, dodajmy do kompletu nieszczęść zaginioną w akcji słuchawkę bluetooth, która wysunęła mi się z kieszeni kiedy biegłem do Urzędu Miasta po duplikat peselu juniora.
Na szczęście pech nie trwa wiecznie i po południu jak po burzy przebiły się do nas promienie słońca… Po raz kolejny muszę przyznać, że mamy kochane i najgrzeczniejsze dzieci na świecie. Rafał na przemian je, rośnie, śpi i się rozgląda i podobnie jak Olga w jego wieku nie ryczy bez sensu, tylko jak go coś mocno wyprowadzi z równowagi. Generalnie pukamy w niemalowane, ale nie wiemy co to kolki albo czuwanie całą noc przy dziecku, które zdziera sobie gardełko z bliżej nieokreślonych powodów. Z kolei każda chwila z Olgą to jeden za drugim wybuch śmiechu – gdybym chciał to wszystko opisać, musiałbym chyba mieć czarną skrzynkę jak boeing i na bieżąco rejestrować wszystkie wydarzenia.
Olga robi się coraz bardziej samodzielna i dzieli z nami każdy swój sukces – jest z siebie bardzo dumna jak zrobi sama coś przy czym zawsze była potrzebna pomoc lub conajmniej asysta “Musi” i kiedy wracam do domu zdaje mi szczegółowy raport wykrzykując “Tatu, siama!!!“. W ogóle powroty do domu są dla mnie strasznie przyjemne i za każdym razem wyglądają inaczej. Hit ubiegłego tygodnia wyglądał następująco: wchodzę do domu, zamykam za sobą drzwi i słyszę słodkie “Tatuuuu!” – po chwili pojawia się właścicielka owego głosiku w samej tylko koszulce, bez majteczek i wręcza mi nocnik z chlupoczącą zawartością z opisem: “Tatu, Oli siusiu, plosię.“, po czym rozpędza się (tuptając chwilkę w miejscu) i znika w pokoju dzieci.
Moja córeczka wzbudza też powszechny podziw i zazdrość innych rodziców – kiedy wieczorem inne, drące się w niebogłosy dzieci trzeba siłą wyciągać z piaskownicy unikając kopniaków, Olusia jak poczuje, że już czas, ze stoickim spokojem pakuje swoje zabawki do siateczki, wstaje i mówi, “Tatu, chcę pać, dziemy domu“. I cóż mam powiedzieć, słodkie dziecko mamy po prostu.
Ale ja to zakochany tatuś jestem…
Olga robi się coraz bardziej samodzielna i dzieli z nami każdy swój sukces – jest z siebie bardzo dumna jak zrobi sama coś przy czym zawsze była potrzebna pomoc lub conajmniej asysta “Musi” i kiedy wracam do domu zdaje mi szczegółowy raport wykrzykując “Tatu, siama!!!“. W ogóle powroty do domu są dla mnie strasznie przyjemne i za każdym razem wyglądają inaczej. Hit ubiegłego tygodnia wyglądał następująco: wchodzę do domu, zamykam za sobą drzwi i słyszę słodkie “Tatuuuu!” – po chwili pojawia się właścicielka owego głosiku w samej tylko koszulce, bez majteczek i wręcza mi nocnik z chlupoczącą zawartością z opisem: “Tatu, Oli siusiu, plosię.“, po czym rozpędza się (tuptając chwilkę w miejscu) i znika w pokoju dzieci.
Moja córeczka wzbudza też powszechny podziw i zazdrość innych rodziców – kiedy wieczorem inne, drące się w niebogłosy dzieci trzeba siłą wyciągać z piaskownicy unikając kopniaków, Olusia jak poczuje, że już czas, ze stoickim spokojem pakuje swoje zabawki do siateczki, wstaje i mówi, “Tatu, chcę pać, dziemy domu“. I cóż mam powiedzieć, słodkie dziecko mamy po prostu.
Ale ja to zakochany tatuś jestem…


No i ani się człowiek obejrzał, a od narodzin nowego członka rodziny minęły już prawie dwa tygodnie. Powolutku zaczynamy się odnajdywać w nowej sytuacji i dostosowywać plan dnia do małego człowieczka. Dorotka czuje się już znacznie lepiej i chyba dochodzi do siebie szybciej niż po urodzeniu Olgi – w sumie to nic dziwnego, ze strony naszego starszego dziecka nie możemy liczyć na taryfę ulgową. Maleńka wymaga teraz więcej uwagi niż wcześniej, patrzy na nas bardzo uważnie i wyrabia sobie opinię na temat bieżących wydarzeń. A ma o czym myśleć, bo z jednej strony ma braciszka, którego może przytulać i całować – dbamy o to, żeby czuła się ważna i kontakty Olgi z maluszkiem bardzo czujnie ale i subtelnie kontrolujemy tak, by siostrzyczka nie odczuła, że boimy się, że pogłaszcze braciszka nieco za mocno
Z drugiej strony mały ssaczek przypięty do piersi skutecznie porywa uwagę mamusi i ogranicza możliwości ruchu – nie zawsze można się razem pobawić, wyglądać przez okno gdzie pracuje koparka, czy podać kredki i blok (”blot”) nie wspominając już o bardziej aktywnych zabawach. W dodatku pogoda już drugi tydzień przypomina bardziej październik niż lipiec, huśtawki są mokre, a w piaskownicach błoto… ech, dramat. Ratujemy się Meksykiem (plac zabaw pod dachem niedaleko nas), gdzie Olga może spokojnie pohasać w kolorowych piłeczkach i poskakać na dmuchanym zamku, ale tam też póki co Dorotka niestety nie pójdzie. Staram się wynagrodzić Oldze tą lukę moją uwagą, ale wiadomo – co mamusia to mamusia… Oleńka posiadła natomiast kolejną umiejętność, która po odstawieniu pieluch bardzo pomaga rodzicom – mianowicie doskonale umie zająć się sobą i czasami spokojnie bawi się sama. Ostatnio wrażenie zrobiło na niej karmienie piersią i ogólnie pielęgnacja noworodka. Biega po domu z lalą, przykłada ją sobie do piersi (”lala mniam mniam”), kąpie ją w wanience
Dużym sukcesem jest fakt, że od powrotu Dorotki i Rafałka ze szpitala udało nam się wprowadzić nowy porządek dnia bez większych problemów, choć w teorii kąpanie i usypianie dwójki maluchów wyglądało nam na karkołomne zajęcie pełne nieprzewidzianych sytuacji. Zależało nam na tym, żeby każdy wieczór wyglądał dla dzieci (a zwłaszcza dla Rafałka) tak samo – już przy maleńkiej Oldze przekonaliśmy się, że taka regularność i powtarzalność doby daje maluszkowi poczucie bezpieczeństwa, a nam trochę czasu dla siebie, bo jak wszystko dobrze pójdzie, dzieci parę minut po 20:00 już smacznie śpią. Olga do rana, a Rafał po 23-ciej zaczyna mnie powoli wołać, żebym wziął go do cycka, nie mojego rzecz jasna…








Ostatnie Komentarze