Jak to się fajnie dzieci chrzci…
Lajf, Wszystkie wpisy wrzesień 11th, 2007Na czym polegało nasze szczęście? Otóż tego dnia z wizytą do naszej parafii przyjechał sobie ksiądz biskup i miał być obecny na mszy, a Rafałek miał być jedynym chrzczonym tego dnia dzieckiem (a podobno w Wielkiej Brytanii chrzczą na trzy zmiany), w każdym razie brak wymaganych dokumentów mógłby oznaczać dyskwalifikację. Proboszcz zdaje się nie chciał zmiany planów i z trochę niechętną miną zgodził się na ochrzczenie małego.
Przyszliśmy na ostatnią chwilę, zwłaszcza Sławciu, który przybył zaraz po tym jak zniecierpliwiony ksiądz czekający na Sławka i jego karteczkę ze spowiedzi zamknął kancelarię i poszedł odprawiać mszę. W międzyczasie Olusia (ta starsza) klepnęła się w czoło, bo przypomniało jej się, że zapomniała szatki i wysłała po nią swego bohaterskiego Adasia, który niczym na rumaku białym wziął i przywiózł, niezbędny było nie było element ceremonii.
W ogóle obawialiśmy się, że łatwo nie będzie – msza wypadła w godzinach spania Olusi (tej młodszej) i nie zdziwilibyśmy się, gdyby w kulminacyjnym punkcie zaczęła być marudna. Wszystko przebiegło gładko, nawet pomimo faktu, że na spotkaniu organizacyjnym dzień wcześniej byłem obecny tylko ja i Sławciu więc podpowiadaliśmy Oldze i Dorotce co mają mówić… Mi osobiście było strasznie gorąco, z resztą cały czas trzymałem na rękach słaniającą się ze zmęczenia ale mimo to grzeczną córeczkę. Grzeczny był też główny bohater tego dnia – Rafałek przespał cały chrzest. Olusia niestety nie. Przytulała się do mnie przez cały czas co było z resztą bardzo miłe, potem trochę pospacerowaliśmy koło naszej ławeczki… W pewnym momencie, na świecy, którą dał jej potrzymać Sławciu, dojrzała mały ornament w kształcie gołąbka, od którego jakby spływały złote promyczki (a raczej kuleczki, bo całość wykonano z pomalowanego wosku). Nasze rezolutne dziecię błyskawicznie odczytało treść przekazu i oznajmiło go wszem i wobec: “hu-hu robi kupę”, a widząc nasze tłumione wprawdzie rozbawienie powtórzyła to jeszcze parę razy na głos, szczęśliwa, że robi wrażenie…
Pod koniec mszy natomiast Olga wyznała mi na ucho, że chce siusiu. To czerwony alarm, bo w końcu nie nosi pieluchy, więc wyszedłem z nią szybciutko w myślach zastanawiając się gdzie by tu wysiusiać młodą – wybór padł na zieloną trawkę, przy zazwyczaj o tej porze pustej drodze do kościoła, tuż za jego rogiem. Wyszliśmy pewnym krokiem, pakuję Olusię na trawkę i już, już miałem ściągać malutkiej spódniczkę, kiedy podniosłem wzrok, a tu czarno. Stoją sobie i rozmawiają trzej księża, obok w asyście dwie zakonnice… Głupio w takim towarzystwie podlewać mury kościoła, gdyby to były mochery, pewnie bym się nie przejmował, ale cóż, mundur budzi respekt… Na szczęście któryś się ulitował i leniwym krokiem zaprowadził nas do toalety w kancelarii. To nie byle co, Olga miała możliwość siusiać jak VIP! Kiedy wróciliśmy, było już po wszystkim, choć ksiądz był wyraźnie niezadowolony z nieobecności tatusia podczas błogosławieństwa. Jeszcze tylko kilka pamiątkowych zdjęć, które możemy pokazać światu dzięki Marcinowi i Renatce (rodzicom chrzestnym Olgi, którzy także byli w kościele) i już. Dziecko ochrzczone.
Aby uczcić wydarzenie, poszliśmy na bardzo miły, wspólny obiadek do Strzechy, nota bene w to samo miejsce, w którym z Dorotką zjedliśmy kolacyjkę kilka godzin przed narodzinami Rafałka…
I tak to właśnie zdaje się było, więcej niestety nie pamiętam…
Przyszliśmy na ostatnią chwilę, zwłaszcza Sławciu, który przybył zaraz po tym jak zniecierpliwiony ksiądz czekający na Sławka i jego karteczkę ze spowiedzi zamknął kancelarię i poszedł odprawiać mszę. W międzyczasie Olusia (ta starsza) klepnęła się w czoło, bo przypomniało jej się, że zapomniała szatki i wysłała po nią swego bohaterskiego Adasia, który niczym na rumaku białym wziął i przywiózł, niezbędny było nie było element ceremonii.
Aby uczcić wydarzenie, poszliśmy na bardzo miły, wspólny obiadek do Strzechy, nota bene w to samo miejsce, w którym z Dorotką zjedliśmy kolacyjkę kilka godzin przed narodzinami Rafałka…
I tak to właśnie zdaje się było, więcej niestety nie pamiętam…









Ostatnie Komentarze