Co robić w sobotni wieczór, kiedy obiecało się sobie i rodzinie, że dzień będzie wolny? No tak, byłoby miło nie włączać komputera, ale zdaje się mój organizm się odzwyczaił od chodzenia spać o przyzwoitej porze, więc aby nie przewracać się bez sensu z boku na bok, postanowiłem podzielić się z szeroką rzeszą fanów naszego bloga ostatnimi niusami.

Przejrzałem ostatnie posty i z pewnością włos by mi się zjeżył gdyby mogło mi się cokolwiek zjeżyć jako, że ogoliłem dzisiaj głowę na “zero bezwzględne” – od ostatniego posta minął ponad miesiąc co oznacza, że musiałbym w kilku zdaniach streścić morze wydarzeń i ocean zmian. No cóż, mści się brak systematyczności. Postaram się mimo wszystko poskładać chaotycznie cisnące mi się do głowy informacje w w miarę rozsądną całość… Na wstępie film o dzieciach, jako, że Rafał jest jeszcze w wieku, kiedy łatwiej o nim film nagrać niż opisać jakie robi postępy. Z resztą próbowaliście sobie wyobrazić jak programista może opisać pierwsze uśmiechy dziecka? Dziękuję, nie mam więcej pytań.

Olga
Gdyby istniało coś takiego jak kronika słów wypowiadanych przez naszą córeczkę to w ciągu ostatnich tygodni stałoby się pozycją wielotomową. Już nie pamiętamy jak to było kiedy Olga nie mówiła, teraz jest to dla nas normalne i oczywiste – człowiek szybko przyzwyczaja się do dobrego, komunikacja znacznie się poprawiła – Olusia mówi co jej nie pasuje i jakie ma życzenia, dzięki czemu nie musimy już zgadywać. Często bawimy się też we wspólne czytanie książeczek czy śpiewanie piosenek, które zna Olga – my zaczynamy wiersz, Olusia kończy – i dla nas i dla malutkiej to świetna zabawa.
Oczywiście nie uniknęliśmy typowych sytuacji, kiedy dziecko zaczyna mówić słowa, które niekoniecznie powinna wypowiadać – na przykład do tej pory problemem było “no” zamiast “tak”. Ostatnio Dorotka po sesjach na nocniku mówiła Oldze, że wytrze jej “pupę” albo “dupkę”, zależnie od fantazji w danym momencie. Było to zupełnie niewinne, do momentu kiedy Olusia nie zaczęła powtarzać “dupka” bez “k” (Olga nie mówi “k” w ogóle, w zastępstwie używając “t” – no a “dupta” byłoby stosunkowo trudne do wymówienia). Na szczęście nasza córeczka opanowuje trudną sztukę samokontroli i raz po raz powtarza “nie no – tat, nie dupa – pupa”. Muszę tylko zastanowić się jak wytłumaczyć Olusi, że kiedy mama idzie gdzieś za nami, nie mówi się “mamę gdzieś wcięło”, jak to na dzisiejszym spacerze dane mi było usłyszeć.

Rafałek
Synek generalnie rośnie nam jak na drożdżach – dwumiesięczny maluch waży tyle co Olga kiedy miała pięć miesięcy, jest wielki i ciężki a biorąc pod uwagę, że nie trzyma jeszcze sam główki (chociaż dzielnie ją dźwiga kiedy leży na brzuszku) , noszenie go na dłuższą metę nie należy do rzeczy najprostszych. W ciągu ostatnich kilku dni zaczął fajnie reagować na nasze zagadywanie – uśmiecha się, potem skupiony odpowiada “a gu…”. Generalnie złote dziecko, byłoby tylko miło, gdyby chodził spać tak ładnie jak Olga w jego wieku (przed 20-tą, zaraz po kąpieli i kolacji). Wtedy mielibyśmy z Dorotką trochę czasu dla siebie, niestety nie ma tak dobrze. Kiedy Olga już dawno śpi, a Rafałek tuli do mamusi czasem nawet do 23-ciej. W ogóle jeżeli chodzi o tulenie się do mamy, Rafał jest prawdziwym ekspertem. Pewnie bierze się to stąd, że przy dwójce dzieci musimy jakoś podzielić uwagę na szkraby. Olga jest bardzo samodzielna i radzi sobie z tym naprawdę nieźle, ale Rafałek jest głuchy na rzeczowe argumenty i deficyt mamy w ciągu dnia rekompensuje sobie wieczorem kiedy Dorotka jest już tylko dla niego…

Z całkiem jeszcze świeżych informacji o Rafałku dodam jeszcze, że w sierpniu udało nam się go ochrzcić – ale to na tyle ciekawe wydarzenie, że mam nadzieję poświęcić mu następnego posta.

A na dziś to już chyba wszystko.