nareszcie słońce!

Lajf, Wszystkie wpisy Comments
Długo oczekiwane słońce w końcu wyszło budząc nasze dobre humory – zwłaszcza widać to po Oldze, która w końcu mogła pobiegać na słoneczku. Rafał też zrobił się jakby bardziej spokojny, chyba powoli przyzwyczaja się do relaksacyjnych, wieczornych kąpieli przy akompaniamencie pokrzykującej mu prosto do ucha Olgi “Hafał, nie płać!!!”. Odzwyczaja się z kolei od nich (od kąpieli, nie pokrzykiwań) Dorotka, której powoli zaczyna odbijać się na kręgosłupie codzienna pielęgnacja synka w pozycji pochylonej 30 stopni od pionu… no cóż, w razie potrzeby bardzo chętnie przejmę od Dorotki ten miły obowiązek i dołączę go do listy ulubionych wieczornych zajęć, gdzieś pomiędzy kąpielą Olgi, osuszaniem Olgi, ubieraniem Olgi, długimi i ożywionymi wieczornymi dyskusjami z Olgą kiedy to dostaję pełną relację tego co działo się przez cały dzień. A niedziela upłynęła nam pod znakiem samolotów, które ku uciesze Olgi (”Mosio!, Mosio!”) raz po raz przecinały niebo – dzisiaj w Aeroklubie Elbląskim był sobie zapowiadany wcześniej festyn, więc wszystko co potrafi latać wzniosło sie w powietrze.
Olga mówi coraz więcej i rozmowy z nią są prawdziwą przyjemnością. Błyskawicznie uczy się nowych słówek i wykorzystuje każdą okazję żeby je sobie utrwalić odmieniając je w najróżniejszych przypadkach i rodzajach. Oczywiście nie wszystkie słowa mają od razu właściwe brzmienie, chociaż z każdym użyciem się do niego zbliżają – dużą frajdę daje obserwowanie tej ewolucji. Obecnie literka “k” wymawiana jest jak “t” tak więc Kot stał się Totem, a blok do rysowania blotem. Olga zaczęła mówić na mamę “Musia” i mogę wychodzić z siebie próbując wynegocjować jeszcze to “ma” przed “musią”, ale to na nic. Póki co Mamusia będzie Musią, co według mnie i tak słodko brzmi. Absolutnym hitem jest dla mnie jednak “Tosiam Musiu” co oczywiście znaczy “Kocham Cię Mamusiu“…
Jako, że jeden obraz wart jest tysiąc słów, zapraszam do weekendowej galerii.

kiedy pada dzieci się nudzą…

Lajf, Wszystkie wpisy Comments
Jakoś nigdy wcześniej deszcz mi specjalnie nie przeszkadzał, ot, pogoda jak każda inna, zamiast hasać po dworzu człowiek zajmował się jakimiś fajnymi rzeczami w domu. Nie przypominam sobie też, żeby siadał mi specjalnie nastrój z powodu kilku chmurek więcej chociaż faktycznie spodziewałem się więcej po lipcu… No i fakt faktem, denerwuje mnie wiecznie wilgotne pranie, którego produkujemy mnóstwo (w ilości odwrotnie proporcjonalnej do wieku członków rodziny). W słoneczny dzień pranie schnie błyskawicznie, a kiedy pada trzeba się ratować żelazkiem plując sobie w brodę, że nie kupiliśmy pralki z suszarką, która w taką pogodę z pewnością uratowałaby nam życie.
To co dało się zauważyć to fakt, że dla Olgi zamiana rodzinnych spacerów, ślizgawki i babek z piasku na kredki, pieczątki i Pana Terrorka na krótką metę była do przyjęcia, ale kiedy deszczowa aura pozostała z nami trochę dłużej, morale spadły do zera. Na szczęście Olga nie traktuje Rafałka jako sprawcę przyjścia deszczu, który zbiegł się niezbyt szczęśliwie z przyjściem Oli braciszka na świat a trzymał tak naprawdę do wczoraj… W międzyczasie Olga zaliczyła kilka spacerków (pomimo wszystko) przeskakując przez kałuże z parasolką, która wygląda jak słoneczko, z czego większość prowadziła albo do sklepu albo do pobliskiego Meksyku. Pełni dobrych myśli czekamy na weekend, który ma podobno przynieść trochę słońca. Ha, niech przynosi!

dochodzimy do siebie!

Lajf, Wszystkie wpisy Comments
pierwszy spacer we czwórkęNo i ani się człowiek obejrzał, a od narodzin nowego członka rodziny minęły już prawie dwa tygodnie. Powolutku zaczynamy się odnajdywać w nowej sytuacji i dostosowywać plan dnia do małego człowieczka. Dorotka czuje się już znacznie lepiej i chyba dochodzi do siebie szybciej niż po urodzeniu Olgi – w sumie to nic dziwnego, ze strony naszego starszego dziecka nie możemy liczyć na taryfę ulgową. Maleńka wymaga teraz więcej uwagi niż wcześniej, patrzy na nas bardzo uważnie i wyrabia sobie opinię na temat bieżących wydarzeń. A ma o czym myśleć, bo z jednej strony ma braciszka, którego może przytulać i całować – dbamy o to, żeby czuła się ważna i kontakty Olgi z maluszkiem bardzo czujnie ale i subtelnie kontrolujemy tak, by siostrzyczka nie odczuła, że boimy się, że pogłaszcze braciszka nieco za mocno ;)

Olga na lipcowo-jesiennym spacerku z tatusiemZ drugiej strony mały ssaczek przypięty do piersi skutecznie porywa uwagę mamusi i ogranicza możliwości ruchu – nie zawsze można się razem pobawić, wyglądać przez okno gdzie pracuje koparka, czy podać kredki i blok (”blot”) nie wspominając już o bardziej aktywnych zabawach. W dodatku pogoda już drugi tydzień przypomina bardziej październik niż lipiec, huśtawki są mokre, a w piaskownicach błoto… ech, dramat. Ratujemy się Meksykiem (plac zabaw pod dachem niedaleko nas), gdzie Olga może spokojnie pohasać w kolorowych piłeczkach i poskakać na dmuchanym zamku, ale tam też póki co Dorotka niestety nie pójdzie. Staram się wynagrodzić Oldze tą lukę moją uwagą, ale wiadomo – co mamusia to mamusia… Oleńka posiadła natomiast kolejną umiejętność, która po odstawieniu pieluch bardzo pomaga rodzicom – mianowicie doskonale umie zająć się sobą i czasami spokojnie bawi się sama. Ostatnio wrażenie zrobiło na niej karmienie piersią i ogólnie pielęgnacja noworodka. Biega po domu z lalą, przykłada ją sobie do piersi (”lala mniam mniam”), kąpie ją w wanience ;) Naprawdę sweet jak się małą na tym nakryje…

jedno z pierwszych zdjęć RafałkaDużym sukcesem jest fakt, że od powrotu Dorotki i Rafałka ze szpitala udało nam się wprowadzić nowy porządek dnia bez większych problemów, choć w teorii kąpanie i usypianie dwójki maluchów wyglądało nam na karkołomne zajęcie pełne nieprzewidzianych sytuacji. Zależało nam na tym, żeby każdy wieczór wyglądał dla dzieci (a zwłaszcza dla Rafałka) tak samo – już przy maleńkiej Oldze przekonaliśmy się, że taka regularność i powtarzalność doby daje maluszkowi poczucie bezpieczeństwa, a nam trochę czasu dla siebie, bo jak wszystko dobrze pójdzie, dzieci parę minut po 20:00 już smacznie śpią. Olga do rana, a Rafał po 23-ciej zaczyna mnie powoli wołać, żebym wziął go do cycka, nie mojego rzecz jasna…
No, rozpisałem się jak zwykle, koniec na dzisiaj.

dzień pierwszy

Lajf, Wszystkie wpisy Comments
Chyba trzeba będzie wykreślić disclaimer i nagłówek o najrzadziej aktualizowanym blogu… dzień powrotu Dorotki ze szpitala wypadł bardzo dobrze – Olga od samego rana nie mogła się wprost doczekać kiedy pojedziemy do szpitala po mamę i “Oli dzidzię”. Maleńka pomagała mi ścielić łóżeczko dla braciszka, a kiedy podniosłem materac do góry, mieliśmy małe spięcie, bo dwoma zwinnymi ruchami wspięła się do góry i cała szczęśliwa podskakiwała w na posłaniu dla malucha. Wytłumaczyłem jej, że sama nie może się wspinać, “bo tata sie boi, że Olusia zrobi sobie krzywdę” co nie jest do końca prawdą bo nie na takie rzeczy już właziła, ale postanowiłem nie wywoływać w niej uczucia, że boję się, że będzie nieostrożna i zrobi krzywdę maluchowi. Zostało to okupione łzami jak grochy, ale zdaje się dotarło.
Posprzątaliśmy dokładnie mieszkanie, chociaż Olga cały czas mnie odciągała do bloku i kredek, żebym narysował jej babę i dziadzię, mamusię, tatusia, Olgę i Rafałka, ale kiedy Dorotka zadzwoniła i powiedziała, że możemy już przyjechać, Oleńka wskoczyła na wysokie obroty i nawet wzięła czyściutką, świeżo wypraną pieluszkę flanelową i zapamiętale szorowała podłogę podczas gdy ja wycierałem szmatą w drugim pokoju. W końcu wszystko zaczęło lśnić i pojechaliśmy. Cały czas mam przed oczami ten obrazek, kiedy Olga przytuliła się do mamusi a potem Dorotka wzięła ją za rękę, posadziła na szpitalnym łóżku i położyła na kolanach braciszka, którego Olcia zaczęła obejmować. Olga jest bardzo przejęta rolą siostry i bardzo się cieszy z braciszka. Przygotowaliśmy ją na widok mamy karmiącej piersią, więc nie przeżyła specjalnego szoku. Pomagała też w kąpieli, obserwowała przewijanie, ubieranie czyli w zasadzie wszystko co z takim maluszkiem się dzieje.
Wiem, że to tylko pierwszy dzień i niebawem Olga może zauważyć, że taki mały braciszek to nie chwilowa atrakcja ale na dłuższą metę ogranicza ją i absorbuje sporo uwagi mamy, dlatego musimy być jeszcze bardziej czujni ze względu na jej uczucia. Ale myślę, że wszystko zmierza we właściwym kierunku.
Ok, do pracy…

wielkie przygotowania…

Lajf, Wszystkie wpisy Comments
Jutro na 90% Dorotka i Rafał wyjdą ze szpitala i wrócą do domu – na 90% bo zawsze małemu może się przyplątać jakaś żółtaczka pokarmowa a wtedy musiałby zostać ciut dłużej. A ja, odkąd Dorotka poszła do szpitala stałem się pełnoetatowym tatusiem. Nie powiem, bardzo miłe obowiązki spadły mi nagle na głowę. Olga jest kochanym dzieckiem i zajmowanie sie nią to sama przyjemność ale i dużo pracy. Wyrazy uznania dla mojej Żony, dla niej takie dni to normalka, a oprócz zajmowania się malutką zawsze w domku lśniło czystością, pachniało obiadkiem i jeszcze miała siły na moje humory. Supermama! Dobrze, że pomogła Babcia, zajmując się Olgą kiedy w ciągu dnia musiałem wyskoczyć do pracy i do szpitala i przygotowując masę jedzenia dla karmiącej mamy, na pierwsze dni po powrocie do domu. Teraz lodówka pęka w szwach od jedzenia, Olga słodko śpi a ja, Bogiem a prawdą powinienem w tej chwili sprzątać mieszkanie a nie pisać na bloga…
W każdym razie teraz najważniejsze przed nami – kiedy dzieci już będą razem trzeba zrobić tak, żeby Olgusia, która jest nader wrażliwym dzieckiem nie odebrała braciszka jako rywala o uczucia rodziców. Pracowaliśmy nad tym już wcześniej przygotowując Olgę na fakt, że mamusia na parę dni zniknie z domu i wróci z dzidzią, dało to chyba dobre efekty, bo zniosła to bardzo dobrze. Oczywiście tęskni za Dorotką, ale jak o nią pyta to zawsze dostaje kompletne wyjaśnienie co się właściwie dzieje – mamusia tęskni i już by chciała wrócić, ale boli ją jeszcze brzuszek i musi zostać w szpitalu. Codziennie rozmawiała z Dorotką przez telefon i wyraża pełne zrozumienie dla nieobecności mamy.
Łóżeczko Rafała jest już przygotowane, wanienkę wstawiliśmy do łazienki dzisiaj, Olga od razu z ważną miną podstawiła sobie krzesełko i przetestowaliśmy już na lali jak od jutra będziemy wspólnie kąpać dzidzię. Pierwsze zabawki, które dostał Rafał, dałem Olusi do zaakceptowania, kolorową piłeczkę, którą trochę porzucała, malutkie buciki, które przymierzała, ale coś nie pasował jej rozmiar postanowiliśmy dać dzidzi, jak tylko przyjdzie (”dzidzia taputu“). Rysowaliśmy też kredkami całą rodzinę i na rysunku mamusia i tatuś trzymali się za ręce, mama trzymała za rączkę Olgę, a tata wózeczek z wystającą główką Rafałka (Olga wymawia jego imię jak “Ha-fał“). Już nie mówi, że nie chce dzidzi, wie, że jutro pojedziemy razem samochodem po mamusię i braciszka i bardzo na to czeka. Zobaczymy jakie to da efekty, na pewno bardzo ważny będzie pierwszy dzień i pierwsze wizyty. Olga chłonie każdą rozmowę, wszystkie zachowania i emocje z jakimi się spotyka na co dzień i na ich podstawie reaguje na otaczający ją świat. Jeżeli zobaczy, że Rafał nie jest dla niej konkurencją ale po prostu nowym członkiem rodziny i że nikt jej nie lekceważy, być może przyjmie to dobrze. Zatem niniejszym uczulam naszych pierwszych odwiedzających – poświęćcie proszę 90% uwagi dla naszej cudownej córeczki o wrażliwym serduszku, która było nie było awansowała do rangi starszej siostry, a 10% dla małego ssaczka :)
Musimy to wszyscy mądrze rozegrać… Jutro wielki dzień, tylko nasz i 100% uwagi dla Olgi.

WP Theme & Icons by N.Design Studio - Polski Wordpress
Aktualności RSS Komentarze RSS Log in