lipca 16
nareszcie słońce!
Lajf, Wszystkie wpisy Comments
Długo oczekiwane słońce w końcu wyszło budząc nasze dobre humory – zwłaszcza widać to po Oldze, która w końcu mogła pobiegać na słoneczku. Rafał też zrobił się jakby bardziej spokojny, chyba powoli przyzwyczaja się do relaksacyjnych, wieczornych kąpieli przy akompaniamencie pokrzykującej mu prosto do ucha Olgi “Hafał, nie płać!!!”. Odzwyczaja się z kolei od nich (od kąpieli, nie pokrzykiwań) Dorotka, której powoli zaczyna odbijać się na kręgosłupie codzienna pielęgnacja synka w pozycji pochylonej 30 stopni od pionu… no cóż, w razie potrzeby bardzo chętnie przejmę od Dorotki ten miły obowiązek i dołączę go do listy ulubionych wieczornych zajęć, gdzieś pomiędzy kąpielą Olgi, osuszaniem Olgi, ubieraniem Olgi, długimi i ożywionymi wieczornymi dyskusjami z Olgą kiedy to dostaję pełną relację tego co działo się przez cały dzień. A niedziela upłynęła nam pod znakiem samolotów, które ku uciesze Olgi (”Mosio!, Mosio!”) raz po raz przecinały niebo – dzisiaj w Aeroklubie Elbląskim był sobie zapowiadany wcześniej festyn, więc wszystko co potrafi latać wzniosło sie w powietrze.Olga mówi coraz więcej i rozmowy z nią są prawdziwą przyjemnością. Błyskawicznie uczy się nowych słówek i wykorzystuje każdą okazję żeby je sobie utrwalić odmieniając je w najróżniejszych przypadkach i rodzajach. Oczywiście nie wszystkie słowa mają od razu właściwe brzmienie, chociaż z każdym użyciem się do niego zbliżają – dużą frajdę daje obserwowanie tej ewolucji. Obecnie literka “k” wymawiana jest jak “t” tak więc Kot stał się Totem, a blok do rysowania blotem. Olga zaczęła mówić na mamę “Musia” i mogę wychodzić z siebie próbując wynegocjować jeszcze to “ma” przed “musią”, ale to na nic. Póki co Mamusia będzie Musią, co według mnie i tak słodko brzmi. Absolutnym hitem jest dla mnie jednak “Tosiam Musiu” co oczywiście znaczy “Kocham Cię Mamusiu“…
Jako, że jeden obraz wart jest tysiąc słów, zapraszam do weekendowej galerii.

No i ani się człowiek obejrzał, a od narodzin nowego członka rodziny minęły już prawie dwa tygodnie. Powolutku zaczynamy się odnajdywać w nowej sytuacji i dostosowywać plan dnia do małego człowieczka. Dorotka czuje się już znacznie lepiej i chyba dochodzi do siebie szybciej niż po urodzeniu Olgi – w sumie to nic dziwnego, ze strony naszego starszego dziecka nie możemy liczyć na taryfę ulgową. Maleńka wymaga teraz więcej uwagi niż wcześniej, patrzy na nas bardzo uważnie i wyrabia sobie opinię na temat bieżących wydarzeń. A ma o czym myśleć, bo z jednej strony ma braciszka, którego może przytulać i całować – dbamy o to, żeby czuła się ważna i kontakty Olgi z maluszkiem bardzo czujnie ale i subtelnie kontrolujemy tak, by siostrzyczka nie odczuła, że boimy się, że pogłaszcze braciszka nieco za mocno
Z drugiej strony mały ssaczek przypięty do piersi skutecznie porywa uwagę mamusi i ogranicza możliwości ruchu – nie zawsze można się razem pobawić, wyglądać przez okno gdzie pracuje koparka, czy podać kredki i blok (”blot”) nie wspominając już o bardziej aktywnych zabawach. W dodatku pogoda już drugi tydzień przypomina bardziej październik niż lipiec, huśtawki są mokre, a w piaskownicach błoto… ech, dramat. Ratujemy się Meksykiem (plac zabaw pod dachem niedaleko nas), gdzie Olga może spokojnie pohasać w kolorowych piłeczkach i poskakać na dmuchanym zamku, ale tam też póki co Dorotka niestety nie pójdzie. Staram się wynagrodzić Oldze tą lukę moją uwagą, ale wiadomo – co mamusia to mamusia… Oleńka posiadła natomiast kolejną umiejętność, która po odstawieniu pieluch bardzo pomaga rodzicom – mianowicie doskonale umie zająć się sobą i czasami spokojnie bawi się sama. Ostatnio wrażenie zrobiło na niej karmienie piersią i ogólnie pielęgnacja noworodka. Biega po domu z lalą, przykłada ją sobie do piersi (”lala mniam mniam”), kąpie ją w wanience
Dużym sukcesem jest fakt, że od powrotu Dorotki i Rafałka ze szpitala udało nam się wprowadzić nowy porządek dnia bez większych problemów, choć w teorii kąpanie i usypianie dwójki maluchów wyglądało nam na karkołomne zajęcie pełne nieprzewidzianych sytuacji. Zależało nam na tym, żeby każdy wieczór wyglądał dla dzieci (a zwłaszcza dla Rafałka) tak samo – już przy maleńkiej Oldze przekonaliśmy się, że taka regularność i powtarzalność doby daje maluszkowi poczucie bezpieczeństwa, a nam trochę czasu dla siebie, bo jak wszystko dobrze pójdzie, dzieci parę minut po 20:00 już smacznie śpią. Olga do rana, a Rafał po 23-ciej zaczyna mnie powoli wołać, żebym wziął go do cycka, nie mojego rzecz jasna…









Ostatnie Komentarze