Od czerwca do czerwca…

Lajf, Wszystkie wpisy Comments

Chciałem się pochwalić, że nasz synek skończył właśnie pierwszy rok. Właściwie nie skończyliśmy jeszcze celebrować tego jak by nie było ważnego wydarzenia – oficjalne urodziny Rafałka zostały odroczone ze względu na jakieś paskudztwo, które złapał tuż przed weekendem i musieliśmy gorączkującego jubilata podkurować. Na szczęście temperatura znikła jak ręką odjął co pozwala nam przypuszczać, że winowajcami były bezlitośnie przedzierające się ku światłu dziennemu mleczne dwójki. W każdym razie odśpiewaliśmy chłopczykowi “sto lat”, które jest hitem miesiąca intonowanym przez Olusię przy każdej okazji, zdmuchnął świeczkę na biszkopciku z galaretką w czym właściwie wyręczyła go starsza siostra i już. Roczek skończony.

Zazwyczaj jak coś się kończy to następuje dobry moment do wspomnień, refleksji i podsumowań. Jak w Sylwestra. Tak jest i tym razem, więc od trzech dni sobie z Dorotką wspominamy, snujemy refleksje i podsumowujemy poprzedni rok – pierwszy rok z dwójką dzieci. Trudno wyliczyć ile przeżywaliśmy w międzyczasie chwil szczęścia, o każdym dniu można by napisać książkę. I chyba na tym mógłbym zakończyć, bo sam pomysł czytania o tym jak kogoś przepełnia szczęście, zieje nudą. Powiem tylko, że najbardziej cieszy nas chyba to, że udaje nam się poprowadzić dzieci razem – jest między nimi bardzo silna więź od samego początku, odkąd Dorotka posadziła Olusię na szpitalnym łóżku i położyła jej Rafałka na kolanach. Nie ma między nimi śladu zazdrości czy jakichś innych nieciekawych emocji. Oleńka szaleje za bratem, a Rafałek nie może od niej oderwać oczu.

Najważniejsze jest to, że się kochają i że już zawsze będą mieli siebie.

Czerwiec pod znakiem imprez

Lajf, Wszystkie wpisy Comments

Minęły ponad dwa tygodnie odkąd Rafałek zrobił pierwszy kroczek, teraz robi ich całą masę. Nie chce mu się już raczkować, chodzi albo sam, jeszcze ostrożnie, ale już coraz mniej koncentrując się na każdym kroczku, albo trzymając się “kubusiowego jeździka”, z którym biega po całym domu. Po opanowaniu przemieszczania się w kierunku poziomym, obrał kierunek pionowy i jest strasznie z siebie dumny kiedy tylko uda mu się wspiąć wyżej i zająć eksploracją dotychczas niezbadanych terenów.
Tak oto wczoraj Dorotka uzbrojona w kamerę złapała Rafałka na gorącym uczynku:

Dzieci żyją teraz nadchodzącymi urodzinami Rafałka, co nastąpi już pojutrze. Jubilat przyjął zawczasu pierwsze życzenia, wysłuchał pierwszego w życiu “Sto lat” i muszę przyznać, że nawet mu się podobało, chociaż stwierdziliśmy, że nie będziemy uczyć Rafałka zdmuchiwać świeczki, bo wiedząc do czego mały urwis jest zdolny, obawiamy się, że dom mógłby stanąć w płomieniach.

Z kolei Olga planuje swoje urodziny już teraz – w końcu to za 5 miesięcy, więc nie ma czasu do stracenia. Tak więc w nastrojach urodzinowych budujemy z klocków Lego stół z gośćmi, tortem i prezentami. Zdmuchujemy na-niby-płomyk z na-niby-świeczki i klocki śpiewają “Sto lat, sto lat, niech żyje Ola nam”. Ludzików mamy mało, więc zaproszone również zostały: żyrafa, słonik, lew i dwie świnki.
Najlepszy Tata na ŚwiecieZachowywały się przyzwoicie.

Ja też niedawno wysłuchałem swojego “Sto lat, sto lat, niech żyje Tata nam” – odśpiewanego mi przez Olusię w Dzień Taty. Ba, nieskromnie dodam, że zostałem nawet wyróżniony honorowym tytułem Najlepszego Taty na Świecie i mam to nawet na piśmie… :)

Home alone czyli tata sam w domu.

Lajf, Wszystkie wpisy Comments

Dotarła do mnie opinia, że ostatni post był krótki jak na moje standardy. I tak oto stara prawda, że jak facet robi coś rzadko to zazwyczaj kończy szybko, przenosi się na sferę bloga…
Korzystając z okazji, że Dorotka pojechała z dziećmi do dziadków mam okazję coś skrobnąć, ot tak, dla rozrywki no bo w końcu nie od dziś wiadomo, że najlepiej się odpoczywa od pracy przy komputerze leżąc sobie z laptopem. Jak więc wspomniałem, dzieci odpoczywają sobie i dają w kość mamusi nad morzem. Dla mnie takie wyjazdy to przez pierwszy wieczór czysty relaks, ale już kolejne dni to udręka. Kontakt z dziećmi ogranicza się do telefonu, przez który Olusia nieco chaotycznie ale z iskrą w oczkach opowiada mi co się wydarzyło, jakie duże widziała dziki, jak wchodziła do wielkiego morza i jakie duuuże były fale.
Dopiero wieczorem, tuż zanim maluchy się wykąpią, znajdujemy parę minut, żeby porozmawiać przez Skype i w końcu mogę zobaczyć te uśmiechnięte buźki. Życie tatusiów w czasach przedinternetowych musiało być ciężkie. A teraz, można porozmawiać z wizją, zamieścić film z pierwszymi kroczkami dzieci… swoją drogą ciekawe kiedy powiedzą mi: “Tata, zdejmij to z sieci bo to nas kompromituje” :) Pewnie prędzej czy później to nastąpi.

Z dziećmi jest o tyle ciekawie, że każdego dnia coś się zmienia. Każdy dzień ma inny kolor, codziennie witamy z radością nowe sukcesy i osiągnięcia maluchów, patrzenie jak szybko rosną daje strasznie dużą frajdę, ale z drugiej strony cały czas żegnamy chwile, które już nigdy nie wrócą, a które też dawały bardzo dużo szczęścia. Ostatnio wpadło mi w ręce stare ubranko Olgi, tak małe, że Rafałek by się w nie już nie zmieścił, a jednak pamiętam jak ubrana w nie mała Olusia wyciągała do mnie rączki. To pewnie śmiesznie brzmi w ustach tatusia z tak niewielkim stażem, ale czasem szkoda, że czas leci tak szybko, najbardziej widać to po tym jak błyskawicznie rosną dzieci. Staramy się więc cieszyć każdą chwilą z dziećmi, drugi raz nie będą małe i nie przeżyjemy tego ponownie… a ja w dodatku mam tragiczną pamięć i tym bardziej staram się chłonąć każdą chwilę, bo nie dość, że nie wróci to pewnie jeszcze mi wyleci z pamięci. To chyba moja największa motywacja, żeby czasem pisać na bloga.

Jutro jadę po kopalnię materiałów na nowe posty, czyli po Dorotkę i dzieci.
Pora kończyć.
Dobranoc.

Wielki Sukces małego człowieczka

Lajf, Wszystkie wpisy Comments

Minęło już mnóstwo czasu od ostatniego wpisu, strach pomyśleć, że nie odzywałem się już ponad pół roku – wychodzi mniej niż post na miesiąc – co niestety oznacza, że częściej składam do skarbówki deklarację VAT niż piszę o moich kochanych dzieciach, co pozostawię bez dalszego komentarza.
Tak więc czas sobie leci a dzieci się zmieniają – na swoje i nasze szczęście na coraz ładniejsze i mądrzejsze. Właśnie o tym sobie rozmawialiśmy klika dni temu z Dorotką, pijąc sobie poobiednią kawkę, patrząc jak nasze kochane dzieci zajęte sobą grzecznie się razem bawią klockami. Wpadliśmy w nastrój refleksyjny.
- patrz jakie one są już duże i z każdym dniem potrafią więcej…
- aha, już niedługo pójdą do szkoły.
- a potem na studia
- i trzeba będzie im kupić samochody
na co Olusia podniosła głowę znad klocków i rzuciła w naszą stronę:
- chcę Toyotę, jak ma dziadek.
Rezolutne dziecko :D

Uważam się za niesamowitego szczęściarza – zajmuję się dziećmi ułamek procenta czasu, który poświęca im Dorotka, a jednak byłem przy pierwszym słowie Olgi, przy jej pierwszym kroczku, a teraz… leżałem sobie wczoraj na podłodze w pokoju dzieci zajmując się Rafałkiem (czytaj: usiłując wymyślić jakąś męską zabawę dla niemal rocznego już dziecka) podczas gdy dziewczyny zajęte były Kuchcikowem, czyli produkcją leniwych pierogów, co Olusia wprost uwielbia. Właśnie skończyliśmy stukać o podłogę drewnianymi klockami i mieliśmy się zabrać za coś równie twórczego, kiedy to Rafałek wstał, zmarszczył w skupieniu czółko i zrobił jeden, a potem drugi kroczek… a zaraz po nich trzeci, czwarty i piąty, które już widziały Dorotka i Olusia zwabione moimi okrzykami radości :) A potem klapnął na pupę i rozglądał się rozbawiony patrząc na nasz entuzjazm i szczęśliwe miny. Wyściskaliśmy go i to zdaje się go zachęciło, bo dzisiaj pobił swój życiowy rekord w chodzeniu bosymi stópkami osiągając wynik siedmiu kroczków, a żeby było jeszcze trudniej, powtórzył go w parku w bucikach. No gościu, gratulacje, naprawdę chodzisz! :)

Poniżej film pokazujący niedowiarkom możliwości Rafałka.

WP Theme & Icons by N.Design Studio - Polski Wordpress
Aktualności RSS Komentarze RSS Log in