…a konkretnie to zaliczone do bardzo udanych, kto był ten pewnie się zgodzi. Nasze starania, żeby cały dzień przebiegał dla Olusi wyjątkowo, odniosły chyba zamierzony efekt. Zaraz po przebudzeniu dostała po prezencie – od taty, mamy i braciszka, po czym została skrupulatnie i sumiennie wyłaskotana. Właściwa impreza urodzinowa rozpoczęła się o godzinie 11-tej, w “Meksyku”, – solenizantka wdzięcznie przyjmowała życzenia, wysłuchała sto lat sto lat i niech jej gwiazdka pomyślności, po czym zdmuchnęła świeczki, wraz z gośćmi skonsumowała tort i rzuciła się w wir zabawy. Chiński basen (swoją drogą głupia nazwa – moja teoria na temat jej powstania głosi, że basen wypełniony jest tysiącami kolorowych piłeczek a na każdej z nich wytłoczone jest “made in china” a idąc tym tropem, właśnie piszę posta na chińskiej klawiaturze patrząc w chiński monitor), zjeżdżalnie, dmuchany zamek, wózeczki, samochodziki, lalki i w ogóle czyste szaleństwo. Goście oczywiście dopisali – niniejszym serdecznie wszystkim dziękujemy za liczne przybycie i w ogóle fajni jesteście! I chociaż brakowało jeszcze kilku osób, które z różnych względów nie mogły przybyć, to i tak było super, dzieci bawiły się świetnie, dorośli chyba też :) .

Po powrocie do domu doceniliśmy zalety przedpołudniowej imprezy urodzinowej – mieliśmy cały długi dzień na zabawę urodzinowymi prezentami – Olusia najchętniej bawiłaby się wszystkim na raz, przebierała się w ubranka, bawiła się w sklep, pakowała się na kolana z książeczkami, rysowała, wyklejała, dmuchała baloniki… i to wszystko przez pierwszą godzinę. Generalnie samym wyliczaniem tego co robiliśmy można się zmęczyć, tak więc nic chyba dziwnego, że byliśmy z Dorotką wykończeni już po dwóch godzinach. Na szczęście Olusia także, więc poszła grzecznie spać po 19 – zaraz po zamienieniu wspólnie z Rafciem łazienki  w pracownię Picassa  za pomocą kredek do kąpieli… i już. Olusia ma oficjalnie trzy latka skończone. Niech jej gwiazdka… :)

Nawiązując do komentarzy pod poprzednim postem, zgodnie z obietnicą, przy śniadaniu przekazałem Olusi życzenia. Jak z wujkiem Rzepką nie było wątpliwości, tak kiedy powiedziałem, że Olusia ma najlepsze życzenia od Wujka z Afryki, Olga między jednym a drugim kęsem jajka na miękko upewniła się: “od Kubka?” I co, nie mamy bystrego dziecka? :)